
08 października 2006 / 46. /8 października 2006: TRZY KORONY (PIENINY)
Na malowniczym rynku w Krościenku trudno jest dziś znaleźć wolne miejsce do parkowania, ponieważ właśnie trwa odpust, ale wreszcie udaje się nam ustawić samochód pod jednym z parterowych, murowanych domków, którymi zabudowane jest centrum tego miasteczka. Wyruszamy stąd na najstarszą z pienińskich tras wycieczkowych, która prowadzi na Trzy Korony, jeden z najbardziej znanych i odwiedzanych (zapewne po Giewoncie) polskich szczytów.
Podchodzimy kamienistą dróżką na Toporzyska, skąd roztacza się piękny widok na dolinę Dunajca, okoliczne wzniesienia Gorców oraz Beskidu Sądeckiego. Niebo jest zachmurzone, lecz im jesteśmy wyżej, tym więcej słonecznych promieni przebija się przez grubą warstwę skłębionych, ciemnych chmur.
Otwierają się przed nami czarodziejskie polany pełne różnobarwnego kwiecia. Jak w najwspanialej pomyślanym parku, porozrzucane są po nich kępy jasnych buków, ciemnych smreków, niebieskich jodeł i srebrnych brzóz. Aksamitna trawa ściele się pod stopy barwnym dywanem”- tak opisywał krajobraz Tadeusz Malicki.
Buki i brzozy płoną już żółcią i czerwienią, zaś cierpki zapach zbutwiałych liści świadczy o tym, że jesień już zagospodarowała się na dobre.
Na przełęczy Szopka robimy krótki odpoczynek, a po pół godzinie dalszego stromego podejścia stajemy na platformie widokowej usytuowanej na wierzchołku Okrąglicy, najwyższej turni Trzech Koron (w rzeczywistości jest ich aż pięć).
Choć Tatry zasnuwają białe obłoki, to cudowny widok roztaczający się wokoło i tak pozostawia na każdym niezapomniane wrażenie. Na dnie otchłani (jak obliczono, liczy ona 522 metry), u podnóża kamiennych zabudowań Czerwonego Klasztoru, mieni się srebrem tafla Dunajca niknąca pośród spiętrzonych pienińskich turni, a pofalowane, zielone góry, wśród których bieleją gdzieniegdzie wapienne skały, ciągną się aż po horyzont.
Nic dziwnego, że - jak wieść niesie - na tym niedostępnym miejscu miała chronić się ludność podczas najazdów tatarskich, stąd też wzleciał na skonstruowanych przez siebie skrzydłach sławetny brat Cyprian, kartuz, który znalazł schronienie w Czerwonym Klasztorze.
Niestety na niewielkiej platformie widokowej zaczyna robić się coraz bardziej ciasno, gdyż turystów zwabionych ładną pogodą wciąż przybywa, więc ruszamy na dół. Schodzimy na polanę Kosarzyska, a stąd, trawersując zbocza Trzech Koron porośnięte prastarym, jodłowo-świerkowym lasem, do Sromowiec Niżnich.
Tu przekraczamy Dunajec (a także granicę Polski) oddaną przed kilkoma tygodniami do użytku kładką, która łączy tę wioskę ze słowackim Czerwonym Klasztorem.
Jej wybudowanie planowano już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, czemu skutecznie sprzeciwiali się flisacy pienińscy, którzy obawiali się, że turyści zaczną korzystać z usług konkurencyjnych, bo tańszych, flisaków słowackich, jednak po wielu perypetiach udało się wreszcie (przy sfinansowaniu sporej części nakładów przez Unię Europejską) budowę ukończyć.
Z Czerwonego Klasztoru podążamy dziewięciokilometrową Pienińską Drogą wiodącą przez przełom prawym brzegiem Dunajca, którą nie tak dawno przejechaliśmy na rowerach. Doprowadza nas ona do Szczawnicy, skąd mikrobusem wracamy do Krościenka.
Natomiast południowa strona doliny oraz górujące nad nią turnie Jagnięcego, Kołowego, Czarnego Szczytu i Baranich Rogów skąpane są w ciepłych słonecznych promieniach. Słońca nie brakuje także na trawiastych halach Tatr Bielskich zamykających panoramę od północy.
Galeria zdjęć