
12 sierpnia 2006 / 38. /12 sierpnia 2006: TURBACZ (GORCE)
Turbacz należy do tych szczytów, na których każdy prawdziwy turysta powinien stanąć przynajmniej raz w życiu. Najwyższe wzniesienie Gorców dorównuje popularnością chyba jedynie tatrzańskiemu Giewontowi i przełęczy Zawrat, osławionym dzięki tekstowi góralskiej śpiewki (byłek na Giewoncie, byłek na Zawracie...)
Na Turbaczu zbiegają się wszystkie ważniejsze trasy turystyczne przecinające to pasmo górskie, a schronisko wybudowane w 1958 roku na skraju Długiej Polany stanowi miejsce częstych wypraw i spotkań turystycznej braci. Nasza droga na wierzchołek zaczyna się w Zarębku Niżnim, wiosce należącej do Łopusznej, która znana jest z drewnianego dworku Tetmajerów i grobu księdza Józefa Tischnera pochowanego na miejscowym cmentarzu.
Podchodzimy bukowym lasem za czarnymi znakami na szczyt Wysznia, a w miarę zdobywania wysokości coraz częściej pojawiają się polany, z których roztacza się rozległy widok na Kotlinę Nowotarską. Niestety szczyty Tatr spowiły gęste chmury, chociaż pogoda wcale nie jest najgorsza, a słońce zaczyna intensywnie przygrzewać. Pomiędzy sosnami nieopodal szczytu dostrzegamy kwitnące wrzosy, a ich liliowe kwiaty uświadamiają nam, że lato chyli się już ku końcowi. Potwierdzają to również kiście owoców jarzębiny, lecz ich żywa, jaskrawoczerwona barwa nastraja optymizmem, pozwalając wierzyć, że jesień będzie równie piękna.
Szlak doprowadza nas do głównej grani Gorców, którą przebiega czerwono znakowany szlak turystyczny. Podążając nim, osiągamy szczyt Kiczory, a portem wychodzimy na Długą Polanę. Na jej przeciwległym skraju, pod lasem, wznosi się schronisko – okazały kamienny budynek o dwóch prostopadłych skrzydłach z arkadowym wejściem i strzelistym, krytym gontem dachem. Przy dobrej widoczności z oblężonego zazwyczaj przez turystów tarasu usytuowanego przed wejściem roztacza się piękna panorama Pienin, Tatr i Podhala.
Zatrzymujemy się tutaj na posiłek. Południe już minęło, apetyty wzrosły, więc kanapki znikają błyskawicznie. Po wypiciu herbaty i krótkim odpoczynku rozpoczynamy zejście.
Wygodną drogą, niemal cały czas łagodnie schodząc, docieramy na Bukowinę Waksmundzką. Tu szlak opuszcza drogę, zaś teren staje się bardziej stromy. Szybko tracimy tak mozolnie wcześniej zdobytą wysokość.
Las kończy się i pojawiają zabudowania Zarębka Wyżnego, niewielkiej wioseczki przycupniętej na rozległym, widokowym grzbiecie górskim. Z tego miejsca szlak opada niezwykle stromo w dół, wiodąc nieprzyjemną, wyślizganą ścieżynką.
Trzeba bardzo uważać, by nie fiknąć kozła na glinie lub gładkich korzeniach drzew. Nic dziwnego, że uczuciem ulgi stajemy nareszcie na dnie doliny. Stąd mamy już tylko parę chwil marszu do miejsca, z którego rozpoczęliśmy rankiem podejście.
Galeria zdjęć
Nasze wesołe fotki