2008

2007

2006

2005

29 grudnia 2007 / 95. /29 grudnia 2007: ELIASZÓWKA (BESKID SĄDECKI)

 
To już ostatnia tegoroczna wycieczka, a za jej cel wybraliśmy Eliaszówkę (1026 m. n.p.m.), graniczny wierzchołek wznoszący się nad Suchą Doliną od północy i Lubowniańską Kotliną od południa.
Jak pisał Władysław Krygowski w 1965 roku, to „z polskiej strony prawie bezleśny szczyt o nieporównanej panoramie i znakomitych terenach narciarskich, zasługujący na większe niż dotąd zainteresowanie”. Jedziemy przez Niedzicę, w której po przejściu granicznym pozostały jedynie opuszczone zabudowania, Czerwony Klasztor i Hniezdne do Litmanovej, gdzie zaplanowaliśmy początek i koniec dzisiejszej trasy.
 
 Pogoda, z początku bezchmurna, gwałtownie się zmienia. Kiedy zaczynamy zjeżdżać ze Straniańskiej Przełęczy do doliny Popradu, pojawiają się gęste mgły zasłaniające słońce; chwilami zaczyna też prószyć drobniutki śnieg.

Wkrótce docieramy do Litmanowej, zagubionej pośród pagórków i dolin niewielkiej miejscowości spiskiej o zwartej zabudowie. Pierwsze pisemne wzmianki o niej pochodzą z 1412 roku. Do roku 1772 należała do Polski jako wieś wchodząca w część zastawu należnego Władysławowi Jagielle, a przekazanego naszemu królowi przez cesarza Zygmunta Luksemburskiego za pożyczenie mu 37 tysięcy kóp groszy praskich. Jej mieszkańcy znani byli dawniej jako świetni druciarze i szklarze, natomiast na przełomie 19. i 20. wieku trudnili się przemytem artykułów spożywczych (masło, sery, jajka) do Polski. Obecnie Litmanowa stała się znanym ośrodkiem turystycznym i narciarskim; na zboczach góry Fakľovka (945 m) działają 3 wyciągi orczykowe, zaś narciarze mają do dyspozycji kilka tras zjazdowych o różnym stopniu trudności. Litmanowa jest jednak powszechnie znana z innego powodu.

Od 5 sierpnia 1990 roku do 6 sierpnia 1995 roku na zboczu góry Zvir w szopie służącej latem kosiarzom jako tymczasowy punkt noclegowy, dwóm dziewczynkom należącym do tutejszej parafii unickiej, Ivecie Korčákovej i Katarínie Česelkovej, wielokrotnie zjawiała się Matka Boska, przekazując im liczne przesłania do wiernych wzywające do walki z grzechami, a także tekst pięknej modlitwy: „Boże, oddaję Ci całą swą przeszłość i powierzam całą swą przyszłość. Dziękuję Ci za dzień dzisiejszy, który mi podarowałeś. Dziękuję dlatego, bo jesteś ze mną i mogę się radować, wiedząc, że nigdy mnie nie opuścisz”. Dokonał się tu także cały szereg uzdrowień, zaś kilka tysięcy ludzi obserwowało dwukrotnie „cud fatimski”: słońce, na które można było patrzeć bez trudności, wirowało, gasło i jaśniało, przybliżało się i oddalało, zmieniało barwę i położenie, tworząc wieniec mniejszych słońc-satelitów.

Obecnie Litmanova stała się częstym miejscem pielgrzymek wiernych przybywających tu z różnych stron i z różnych krajów, szczególnie z Polski.

Po obejrzeniu drewnianego kościółka, który stanął na miejscu dawnej szopy, a także nowej świątyni o ciekawym kształcie architektonicznym wznoszonej w jego pobliżu, ruszamy w stronę Eliaszówki przez wysokopienny, świerkowy las.
Im wyżej jesteśmy, tym częściej przez gęstą mgłę zaczynają przedzierać się początkowo nieśmiałe promienie słońca. Gdy wychodzimy na niewielką polankę otoczoną brzozowym zagajnikiem, niebo nagle robi się niebieskie, zaś śnieg rozjarza jaskrawy słoneczny blask. Kłęby mgły pozostały gdzieś w dole, co powoduje, że zaczynają otwierać się widoki na zalesione masywy Przehyby, Radziejowej i Wielkiego Rogacza na wprost nas oraz Hali Łabowskiej, Wierchu nad Kamieniem i Makowicy po przeciwnej stronie doliny Popradu.
Dochodzimy do zielonego znaku turystycznego. Skręcamy nim w prawo i po kilku chwilach osiągamy wierzchołek Eliaszówki. Niestety od czasu, kiedy W. Krygowski napisał swoje słowa o tym szczycie, rozległe hale zniknęły bezpowrotnie zarośnięte przez las. Jedyna pozostała polana niestety nie umożliwia podziwiania szerszej panoramy. Wieje lodowaty wiatr, więc po zrobieniu kilku zdjęć ruszamy szybko w dalszą drogę. Wracamy szlakiem do miejsca, w którym osiągnęliśmy grzbiet Eliaszówki, po czym schodzimy nim dalej przez rzadki las i otwarte tereny na przełęcz Obidza (931 m n.p.m.), będącą ważnym węzłem kilku szlaków turystycznych prowadzących w różne zakątki Beskidu Sądeckiego i Pienin.

Znów pojawia się mgła: biała, gęsta, lodowata i nieprzenikniona. Idziemy niemal na oślep przez rozległe hale ciągnące się w stronę Szczoba otoczeni szczelną mgielną kurtyną przypominającą konsystencją watę. Na szczęście nie musimy brnąć w głębokim śniegu, gdyż szeroki trakt znakomicie utwardziły skutery śnieżne, którym wyznaczono specjalne trasy, po których mogą się poruszać. Pokonujemy dwa zalesione spiętrzenia oznaczone na mapie kotami 944 oraz 946, po czym ponownie wydostajemy się na polany z grupkami niewielkich skałek. Mgła sprawia, że wszystko wokół wydaje się inne niż jest w rzeczywistości: zmienia się perspektywa, odległości rosną, teren wypłaszcza się, rodzą się trudności z określeniem kierunku. Co gorsze, zaczyna zapadać zmrok. Jedyne, co nas pociesza, to fakt, że jesteśmy coraz niżej, trudno jednak ocenić, ile zejścia tak naprawdę nam jeszcze pozostało. W pewnym momencie do naszych uszu dociera przygłuszony i zmatowiony przez mgłę dźwięk muzyki; po kilkunastu krokach dostrzegamy też jasne światła. A więc dobrze trafiliśmy, po stu metrach stromego zejścia staniemy przy dolnej stacji wyciągu na Fakľovkę. Zmysł orientacji i tym razem nas nie zawiódł.

Galeria zdjęć

Nasze wesołe fotki