
26 grudnia 2007 / 94. /26 grudnia 2007: GĘSIA SZYJA (TATRY)
Pogoda, podobnie jak w ubiegły weekend, jest wspaniała, na niebie nie ma ani jednej chmurki, co skłania nas do podjęcia decyzji, że drugi dzień świąt Bożego Narodzenia spędzimy nie za stołem, lecz na spacerze w górach.
Jedziemy na Wierch Poroniec i zagłębiamy się, idąc za zielonymi znakami, w piękne, dolnoreglowe lasy. Droga, którą wędrujemy, stanowiła jeden z najstarszych szlaków pasterskich wiodących z Podhala na tatrzańskie hale.
Od czasu do czasu z polanek powstałych po wyłamaniu przez wichury drzew odsłaniają się widoki na Tatry Bielskie i Wysokie. Wkrótce wychodzimy na niezwykle malowniczą Rusinową Polanę z kilkoma drewnianymi szałasami stojącymi na jej dolnym skraju.
Nazwa hali wywodzi się od nazwiska Rusinów, sołtysów z Gronia, do których należała z nadania króla Zygmunta III Wazy, zaś nazwisko jej właścicieli jest z kolei odzwierciedleniem zjawiska powszechnej wówczas migracji ludności ruskiej i wołoskiej. Widok z Rusinowej Polany uznawany jest za jeden z najwspanialszych w Tatrach, a jego wyjątkowe walory odkryli w drugiej połowie 19. wieku Eugeniusz Janota i Walery Eliasz.
Uwagę przykuwa imponujące ogromem otoczenie Doliny Białej Wody z charakterystycznymi urwiskami Młynarza i piramidą Gerlachu na drugim planie. Ale widoki są wyjątkowo rozległe i podziwiać możemy niemal całą główną grań Tatr Wysokich od Jagnięcego Szczytu na wschodzie po Mięguszowieckie Szczyty na zachodzie, zaś ponad nami wznoszą się zwaliste masywy Koszystej i Wołoszyna. Po zjedzeniu kanapek, ciasta oraz innych świątecznych smakołyków ruszamy dalej.
Ścieżka wznosi się dość stromo na górny skraj polany, a potem przez świerkowe zagajniki na skalisty wierzchołek Gęsiej Szyi (1489 m n.p.m.), która również znana jest z panoramy o wyjątkowej urodzie. Jak podaje Józef Nyka, obejmuje ona około 50 szczytów Tatr Wysokich, Bielskich i Zachodnich. Można dodać, że znakomicie widać też stąd Babią Górę, Gorce i pasmo Radziejowej w Beskidzie Sądeckim.
Głównym propagatorem tego punktu widokowego był Tytus Chałubiński, miłośnik Tatr, jeden z pionierów taternictwa, a także odkrywca walorów leczniczych Zakopanego. Latem 1880 roku przyprowadził tutaj wycieczkę, w której uczestniczył m.in. znany malarz Henryk Siemiradzki. Jeden z jej uczestników zanotował: „Dr Chałubiński wraz ze swymi muzykantami stanął na czele pochodu i pierwszy znalazł się na najwyższej wyniosłości skalnej. Panorama stąd roztaczała się wspaniała...”
Nas też zachwyca, więc dłuższą chwilę pozostajemy na szczycie, a potem idziemy dalej za zielonymi znakami, które sprowadzają nas wzdłuż dolomitowych, efektownych, pogarbionych Waksmundzkich Skałek na polanę o nazwie Rówień Waksmundzka. Tu skręcamy na czerwono znakowany szlak opadający łagodnie na dno Doliny Waksmundzkiej, „niezrównanej w swej dzikości i pierwotności”, jak pisał o niej na początku 20. wieku Walery Goethel.
Ze względu na szczególne walory przyrodnicze (ostoja dzikich zwierząt, a zwłaszcza niedźwiedzi; piękne lasy, przy górnej granicy których rośnie około 1500 limb) stanowi ona od 1935 roku, dzięki staraniom Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, ścisły rezerwat. Po drewnianym mostku przedostajemy się na drugą stronę potoku i podchodzimy dość mozolnie w głębokim śniegu na grzbiet stanowiący zakończenie grani Wołoszyna. Stąd szlak obniża się stale w stronę Doliny Białki.
Mijamy całkowicie już zarośniętą lasem Polanę pod Wołoszynem, niegdyś stanowiącą główną część wypasową Hali Wołoszyńskiej i po kilkunastu minutach marszu docieramy do drogi prowadzącej do Morskiego Oka trochę poniżej Wodogrzmotów Mickiewicza. Schodzimy nią w zapadającym zmroku na Polanę Palenicę, skąd wracamy mikrobusem na Wierch Poroniec. Świąteczna wycieczka była bardzo udana nie tylko dzięki wspaniałej pogodzie, ale przede wszystkim niezrównanym widokom, dla których warto było wstać od świątecznie zastawionego stołu.
Galeria zdjęć
Nasze wesołe fotki