
03 grudnia 2006 / 52. /3 grudnia 2006: PRZEŁĘCZ OBIDZA (BESKID SĄDECKI)
Pomimo że grudzień już można z powodzeniem zaliczyć do zimowych miesięcy, to ładna pogoda wciąż sprzyja górskim spacerom. Tym razem jedziemy do Jaworek - wsi zamieszkiwanej niegdyś przez ludność łemkowską. Dawne czasy przypomina jedynie cerkiewka z końca 18 wieku, dziś zamieniona na kościół, oraz nazewnictwo: przepływający przez wioskę Grajcarek zwano Ruskim Potokiem, zaś okoliczne szczyty to na przykład Ruski, a także Rusinkowski Wierch.
Kierujemy się do Białej Wody. W głębokiej dolinie wciśniętej między wapienne skały szron pokrywa trawę, a kałuże na błotnistej drodze, która wiedzie przez urokliwy wąwóz, skuła lodowa tafla. Wkrótce wydostajemy się jednak na słoneczne zbocza.
Latem na okolicznych polanach, które ciągną się pod Wierchliczką aż po Wysokie Skałki, wypasają się stada owiec, dla których zabrakło miejsca w Tatrach. Wkrótce po zakończeniu II wojny światowej utworzono tu nawet specjalne placówki badawcze i doświadczalne, zajmujące się pasterstwem, z których teraz pozostały tylko ślady.
Nawiasem mówiąc, w tych właśnie czasach i w tych miejscach toczy się akcja zapomnianej nieco, ale barwnej powieści Marii Kann „Owcze ścieżki”. Po krótkim, lecz dość stromym podejściu, osiągamy piękną przełęcz Rozdziela. Po jej drugiej stronie leży już słowacka Litmanova i znana nam z wcześniejszej wycieczki Jarabina, do dziś licznie zamieszkiwana przez Łemków.
Maszerujemy wzdłuż granicy bukowym lasem, mijając wierzchołek Szczoba, a po godzinie marszu docieramy do osiedla przycupniętego na szerokiej przełęczy Obidza, która rozpościera się między wzniesieniami Eliaszówki a Wielkiego Rogacza. W dole, u wylotu Suchej Doliny, dostrzec można zasnute białawym oparem dachy zabudowań Piwnicznej i błyszczącą wstęgę Popradu. Ponad rozległym, bezleśnym siodłem przełęczy zatrzymujemy się na odpoczynek, korzystając z tego, że ustawiono tu dwie drewniane ławeczki.
Dalej czerwony szlak prowadzi nas świerkowymi zagajnikami, mijając kilka polan położonych na grzbiecie Ruskiego Wierchu, by osiągnąć w końcu rozległe połoniny nad Białą Wodą.
Kamienista droga serpentyną sprowadza nas z powrotem na dno doliny, wciąż zanurzonej w granatowym, mroźnym cieniu. Słońce powoli chowa się za skałami - cóż, grudniowe dni są jednak bardzo krótkie i nie pozwalają na długie cieszenie się górską wędrówką.
Galeria zdjęć
Nasze wesołe fotki