
27 stycznia 2007 / 57. /27 stycznia 2007: GUBAŁÓWKA, BUTOROWY WIERCH (PASMO GUBAŁOWSKIE)
W góry zawitała nareszcie zima.
Taka prawdziwa, z chmurami, śniegiem, mrozem i wiatrem, który powoduje, że skłębione, wirujące płatki śniegowe uderzają nam prosto w oczy. Wyjeżdżamy kolejką na szczyt Gubałówki
Tu jest jeszcze chłodniej, więc ruszamy szybkim krokiem widokową drogą prowadzącą grzbietem tej góry.
Początkowo ciągną się wzdłuż niej liczne drewniane kramy z pamiątkami, a potem górne stacje wyciągów narciarskich oraz bary i restauracje.
Przemarznięci wstępujemy do jednej z nich na gorącą herbatę. Kiedy spogląda się za okno, to aż nie chce się wychodzić na zewnątrz, niebo zasnuły ciężkie chmury, z których prószy drobny śnieg. Gałęzie świerków kołyszą się, szarpane silnym wiatrem. W oddali majaczy we mgle ośnieżona północna ściana Giewontu, a na dnie doliny widać zasnute dymami dachy zakopiańskich domostw.
Decydujemy się iść dalej czarnym szlakiem turystycznym.
Przekraczamy drogę prowadzącą do Dzianisza, przecinamy na ukos rozległą polanę za kopulastym wzniesieniem Butorowego Wierchu i zanurzamy się w las.
Trasa na szczęście jest przedeptana (a właściwie „przejeżdżona” przez skutery śnieżne).
Gęsty las sprawia, że robi się zacisznie, tylko od czasu do czasu z białych gałęzi osypują się kiście śniegu.
Spacer, pomimo braku słońca, okazuje się prawdziwą przyjemnością. Ścieżka najpierw łagodnie, a potem coraz bardziej stromo sprowadza nas do zabudowań Szeligówki - przysiółka należącego do Kościeliska. Zaglądamy do ładnego, utrzymanego w zakopiańskim stylu kościółka pod wezwaniem św. Kazimierza, wybudowanego w 1916 roku, zaś następnie wzdłuż drogi wracamy do dolnej stacji kolejki linowej na Gubałówkę.
Wieczorem w padającym gęstym śniegu wybieramy się do Teatru im. St. I. Witkiewicza na spektakl zatytułowany „Dzień dobry Państwu − Witkacy” zrealizowany przez Andrzeja Dziuka na podstawie dramatu „Bezimienne dzieło”. Dramat jest filozoficzną przypowieścią poruszającą zagadnienia sztuki i rewolucji, a w ich kontekście sprawę ścisłych związków między tworzeniem a destrukcją. Siłą działającą jest w istocie duch dziejów, czyli konieczność historyczna, której Witkacy tak obawiał się, pomny swoich doświadczeń z bolszewickiej Rewolucji Październikowej. Widzowie, jako tłum Mieduwalszczyków z identycznym maskami na twarzach wykrzywionymi w ironiczno-groźnym grymasie, stają się częścią rozgrywającej się na scenicznych deskach historii. Maski zostają nam na pamiątkę, co zostało uwiecznione na specjalnie wykonanej fotografii.
Galeria zdjęć
Nasze wesołe fotki