
08 lipca 2007 / 74. /8 lipca 2007: SZYNDZIELNIA KLIMCZOK BŁATNIA (BESKID ŚLĄSKI)
Dawne wagoniki kolejki na Szyndzielnię przypominające raczej puszki z konserwami i wydające nieznośny łoskot stały się już eksponatem muzealnym, który podziwiać można nieopodal dolnej stacji w Olszówce. Obecnie na górę można wyjechać bardzo nowoczesną i wygodną kolejką gondolową, z której obserwujemy coraz szerszą panoramę Bielska.
Po kilku minutach jazdy jesteśmy już pod szczytem, którego nazwa wywodzi się od wyrabianych tu dawniej przez górali „szyndziołków”, czyli gontów służących do pokrywania dachów chat i stodół. Szeroka ścieżka doprowadza nas wkrótce do ładnie wkomponowanego w teren i ciekawego architektonicznie schroniska pod Szyndzielnią (1001 m n.p.m.).
Do konstrukcji wykorzystano przede wszystkim kamień i drewno, aby nawiązać formą do budynków alpejskich. Nawiasem mówiąc, jest to najstarsze schronisko na terenie Beskidów Zachodnich, które zostało wzniesione w 1897 roku przez niemieckie towarzystwo turystyczne Beskidenverein. Ponieważ podczas wojny mocno ucierpiało, przebudowano je i zmodernizowano w latach 1954-1957.
Ruszamy dalej zalesionym grzbietem, by po krótkim marszu stanąć na szerokiej przełęczy oddzielającej wierzchołek Klimczoka od Magury. Stąd jest już parę kroków do kolejnego Schroniska na Klimczoku. Nosiło ono kiedyś nazwę Klementynówka od imienia żony barona von Klobusa z Łodygowic, który wybudował tu w 1867 roku domek myśliwski. Gdy spłonął, przystąpiono wkrótce do wznoszenia nowego, solidnego, murowanego domu. W latach trzydziestych 20. wieku przejął go bielski Beskidenverein z przeznaczeniem na schronisko górskie. Na szczęście, w odróżnieniu od sąsiedniej Szyndzielni, budynek nie ucierpiał w czasie wojny i do dziś służy licznie przybywającym tu turystom.
Po krótkim, ale dość stromym podejściu osiągamy wierzchołek Klimczoka (1117 m. n.p.m.), który jest najwyższym osiągniętym w dniu dzisiejszym punktem. Roztacza się stąd ładny widok na Beskid Żywiecki i Babią Górę. Nazwa szczytu wiąże się ze zbójnikami - Wojciechem i Mateuszem Klimczokami, którzy byli, na równi z Burym i Proćpakiem, następcami legendarnego Ondraszka.

Dzieje tego najsłynniejszego zbójnika beskidzkiego uwiecznione zostały na kartach wielu powieści, choćby Gustawa Morcinka czy Zofii Kossak. Ondraszek był postacią autentyczną i żył niemal w tym samym czasie, co tatrzański Janosik. Nazywał się Ondrasz Szebesta i przyszedł na świat 13 listopada 1680 roku w Janowicach koło Frydka. Zabity został ciupagą 1 kwietnia 1715 roku w świadnowskiej karczmie przez członka swej własnej bandy, Juraszka (Jura Fuciman z Malenowic). Morderca zamierzał zgarnąć wyznaczoną przez władców Księstwa Frydeckiego nagrodę stu florenów za głowę Ondraszka. Jednak w drodze do Cieszyna podjętej w celu odebrania pieniędzy został złapany i wrzucony do zamkowych lochów, a później torturowany, wskutek czego zmarł. Mimo to prowadzący przez Morawy i Śląsk szlak handlowy nadal przyciągał żądnych zbójeckiej sławy następców, jakimi byli właśnie Klimczokowie. Zamieszkiwali oni ponoć w Jaskini w Trzech Kopcach znajdującej się na południowym zboczu tego zalesionego szczytu, który właśnie mijamy. Obecnie liczy ona 1244 m długości i 32,5 deniwelacji, co stawia ją na pierwszym miejscu wśród najdłuższych jaskiń beskidzkich. Jak głosi legenda, jest jeszcze dłuższa i ma połączenie z zamkiem Sułkowskich w Bielsku. Niestety brak czasu nie pozwala nam na poszukiwania jej otworu.
Leśna ścieżka obrośnięta krzakami borówki czernicy (zbieranie jagód powoduje nieplanowane, ale za to niezwykle przyjemne przerwy w marszu) sprowadza nas łagodnie z Trzech Kopców na rozległą i malowniczą halę położoną pod szczytem Błatniej (917 m n.p.m.). Niektórzy twierdzą, że szczyt ten nazywał się pierwotnie „Błotny”, lecz w okresie zaboru austriackiego jego nazwa została zmieniona. Panorama z Błatniej jest zachwycająca.
Oprócz Skrzycznego widać stąd niemal wszystkie ważniejsze szczyty Beskidu Śląskiego począwszy od Klimczoka poprzez Skrzyczne po Baranią Górę. Dalej wyraźnie rysuje się pasmo graniczne z Kiczorą, Stożkiem, Soszowem i Wielką Czantorią, a tuż nad wsią Brenna rozległy masyw Równicy. Podziwiać także można szczyty leżące już za Olzą, wśród których wyróżnia się Łysa Góra z masztem przekaźnikowym na szczycie, będąca najwyższym szczytem Beskidu Śląskiego. Na prawo od Równicy widać w dole porozrzucane wsie i miasta Śląska Cieszyńskiego ze Skoczowem i Goleszowem, a na północy błękitną taflę Jeziora Goczałkowickiego.
Wchodzimy do schroniska, które zalicza się do najładniej położonych w całych Beskidach. Przytulone do zbocza, przycupnęło w otoczeniu rozłożystych buków w wąskim przesmyku lasu, który oddziela szczytową halę od położonej poniżej rozległej polany.
Atrakcyjność tego miejsca sprawiła, że w 1926 r. niemieckie Towarzystwo Przyjaciół Przyrody Naturfreunde z Aleksandrowic wybudowało tu drewniane schronisko, które stało się jednym z najczęściej odwiedzanych obiektów w Beskidzie Śląskim
Bielski oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego usiłował wybudować konkurencyjne schronisko, kupił nawet na ten cel parcelę na szczytowej hali, ale kłopoty finansowe sprawiły, że przedsięwzięcia nie zrealizowano.
Dopiero po wojnie przejęto znacznie zrujnowany poniemiecki budynek, który został wyremontowany i udostępniony turystom. W latach sześćdziesiątych nastąpiła dalsza jego rozbudowa i modernizacja (powstała m.in. okazała jadalnia) nadająca schronisku obecny kształt.
Dalej szlak prowadzi początkowo ładnymi grzbietowymi polanami, stopniowo opadającymi w stronę głębokiej doliny potoku Jasienica, a potem zanurza się w las. Po pół godzinie stromego, kamienistego zejścia stajemy w Nałężu, osiedlu należącym do uzdrowiska Jaworze, słynącego z wód bogatych w sole jodobromowe. Stąd autobusem wracamy do Bielska.
Galeria zdjęć
Nasze wesołe fotki