2008

2007

2006

2005

15 lipca 2007 / 75. /15 lipca 2007: CZERWONE WIERCHY (TATRY ZACHODNIE)

Dzisiejszy upalny, letni dzień jest wprost wymarzony, by znów udać się na wycieczkę w Tatry. Tym razem jako punkt docelowy wybieramy Czerwone Wierchy, będące – obok Giewontu – najbardziej charakterystycznym elementem panoramy widzianej nie tylko z Zakopanego, lecz niemal z całego Podhala.
Wyruszamy z Kir, osiedla położonego u wylotu Doliny Kościeliskiej (jej nazwa ponoć pochodzi od kościółka, który jako jedyny w okolicy stał na Starych Kościeliskach. Próbowano również wywodzić nazwę doliny od kości Tatarów rozgromionych jakoby w tym miejscu w 13. wieku). Po przejściu kilkuset metrów skręcamy za czarnym szlakiem w boczną Dolinę Miętusią. Prowadząca tędy droga nosi nazwę hawiarskiej, ponieważ jako pierwsi korzystali z niej dawni górnicy tatrzańscy, zwani hawiarzami.
Wydobywali oni w Tatrach mniej więcej do 1880 roku rudy miedzi z domieszkami srebra i śladami złota, a później rudy żelaza o zazwyczaj niewielkiej zawartości metalu. Ścieżka wznosi się łagodnie ponad dnem doliny i wyprowadza na uroczą polanę Przysłop Miętusi położoną na rozległej przełęczy. Stanowi ona ciekawy punkt widokowy i węzeł szlaków turystycznych. Przed nami, ponad Doliną Miętusią, górują kopuły Czerwonych Wierchów: Małołączniaka, Krzesanicy i Ciemniaka. Nazwa tego masywu pochodzi od barwy zboczy, jaką nadaje im roślina o nazwie sit skucina, która wczesną jesienią, a często już w połowie lata, przybiera czerwony kolor.
Poniżej Czerwonych Wierchów lodowce utworzyły dwie tzw. wiszące dolinki: Mułową i Litworową, rozdzielone Kozim Grzbietem, a obrywające się pionowymi urwiskami skalnymi. Po przeciwnej stronie możemy podziwiać skaliste turnie Kominiarskiego Wierchu oraz Halę Stoły z szałasami stojącymi na jej skraju. Znów zagłębiamy się w górnoreglowy las porastający zbocze Skoruśniaka. Niebiesko znakowany szlak trawersuje zbocze ponad słynnymi Wantulami – kamiennym cmentarzyskiem, a raczej olbrzymim złomowiskiem omszałych, porośniętych świerkami głazów, które w epoce lodowcowej runęły z pobliskich ścian.
 
Jednak stara legenda głosi, że głazy zasypały za karę złych juhasów, którzy odmówili noclegu ubogiemu wędrowcowi. Ponoć do tej pory leżą oni pod zwałami kamieni. Wychodzimy na Kobylarz – niewielką polankę położoną nad kotłem Wielkiej Świstówki. Tu rozpoczyna się właściwe podejście.
Mozolnie pniemy się Kobylarzowym Żlebem, który mniej więcej w połowie swojej długości przegrodzony jest progiem zbudowanym z gładkich, wapiennych płyt. Jego pokonanie ułatwiają łańcuchy. Podchodząc, zachwycamy się bujną roślinnością porastającą wapienne skały. Szczególnie przyciągają wzrok przepiękne i rzadkie okazy kwiatów – goryczki, storczyki, jaskry, maki alpejskie, skalnice, tworzące gęsty i wielobarwny kobierzec. Żleb się kończy, wyprowadzając na szeroki, trawiasty grzbiet, z którego roztacza się piękny widok na Zakopane i całe Podhale, a także na imponująco wyglądające stąd północne i zachodnie ściany Giewontu.
 Po krótkim odpoczynku ruszamy w stronę szczytu. Podejście jest dość żmudne i monotonne, ale za to panoramy stają się z każdym krokiem coraz bardziej rozległe. Nareszcie stajemy na szczycie Małołączniaka (2096 m. n.p.m.). Widok stąd zapiera dech w piersiach. Oglądamy zarówno całe Tatry Zachodnie z ich łagodnymi szczytami, jak i poszarpane wierzchołki Tatr Wysokich z charakterystycznym Krywaniem naprzeciwko nas. W oddali, za równiną Liptowa, rysuje się grań Tatr Niżnich, natomiast po prawej stronie dostrzegamy trójkątną sylwetkę Babiej Góry i obły masyw Pilska.
Idziemy przez chwilę w dół, by po minięciu niewielkiej przełączki osiągnąć skaliste spiętrzenie Krzesanicy (2122 m. n.p.m.), która opada po północnej stronie efektownymi, pionowymi urwiskami do Dolinki Mułowej. To najwyższy punkt dzisiejszej trasy. Schodzimy na kolejną przełączkę, by po krótkim podejściu znaleźć się na Ciemniaku (2096 m n.p.m.), skąd świetnie widać wijącą się w dole pod nami Dolinę Kościeliską, jej boczne odgałęzienie, Dolinę Tomanową oraz górną część Wąwozu Kraków.

Rzucamy ostatnie spojrzenie na postrzępione turnie Tatr Wysokich rozpościerające się za nami i rozpoczynamy schodzenie. Ścieżka prowadzi najpierw połogim grzbietem Twardego Upłazu, a potem opada stromo w dół, by po minięciu Chudej Turni przetrawersować porośnięte kosodrzewiną zbocza Gładkiego Upłaziańskiego. Tu upał daje się porządnie we znaki, na szczęście napotykamy źródełko z zimną wodą, które pozwala zwilżyć wyschnięte gardła i uzupełnić puste już termosy. Mijamy malowniczą, wapienną skałkę zwaną Piec, następnie Halę Upłaz i osiągamy granicę świerkowego lasu na niewybitnym wzniesieniu Adamicy. Na dno Doliny Miętusiej sprowadza nas nieprzyjemna, bardzo stroma i skalista dróżka. Przekraczamy drewniany mostek, a po kilku chwilach docieramy do rozwidlenia szlaków w Dolinie Kościeliskiej. Stąd mamy już zaledwie parę kroków do Kir.

 

Galeria zdjęć