
09 marca 2008 / 103. /9 marca 2008: ĆWILIN (BESKID WYSPOWY)
Jedziemy do Jurkowa, atrakcyjnej pod względem turystycznym wioski ukrytej pośród kopulastych, wyniosłych kulminacji Ćwilina, Jasienia, Łopienia i Mogielnicy, najwyższych wzniesień Beskidu Wyspowego. Tutejsza ludność od najdawniejszych czasów trudniła się pasterstwem i uprawą kamienistej roli. Pierwsza pisemna wzmianka o tej miejscowości pochodzi z 1361 roku, gdzie określono ją jako wieś szlachecką należącą do klucza dobrzańskiego.
W centrum oglądamy ciekawy, drewniany, osiemnastowieczny kościół pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego z siedemnastowiecznym wyposażeniem barokowym i umieszczoną w bocznym ołtarzu ikoną Przemienienia. Według dawnych podań, przynieśli ją w te strony w 15. wieku pasterze wołoscy. W Jurkowie znajduje się jednak tylko jej kopia, natomiast oryginał przechowywany jest w pobliskiej Dobrej.
Celem naszej dzisiejszej wędrówki jest Ćwilin, drugi co do wysokości szczyt Beskidu Wyspowego (1072 m n.p.m.). Prowadzi na niego niebieski szlak turystyczny, na który trafiamy po kilku minutach marszu drogą prowadzącą w głąb doliny potoku Jurkówka. Wkrótce skręca on w prawo i wyprowadza na rozlegle łąki ciągnące się aż do podnóży Ćwilina.
Wypatrujemy oznak zbliżającej się wiosny.
Są! Spotykamy kwitnące stokrotki, podbiały, nad naszymi głowami śpiewa skowronek, a mrówki pracowicie krzątają się w swych kopcach. Na słonecznych polankach widać nawet fruwające żółte motyle.
Kiedy jednak zbliżamy się po dość stromym podejściu do kopuły szczytowej, pojawia się śnieg, który znika po wyjściu na rozległą Michurową Polanę. Roztacza się stąd przepiękna panorama, zwłaszcza na stronę południową, na grzbiet Gorców, od Kudłonia poprzez Turbacz i Obidowiec aż po dolinę Raby.
Tatr niestety nie widać, przesłaniają je chmury. To na tej właśnie polanie Kazimierz Sosnowski, oglądając szczyty górskie wyłaniające się z mgły zalegającej położone w dole kotliny, miał ponoć sformułować określenie „Beskid Wyspowy”, które używane jest do dzisiaj. Jest to jedna z największych polan w tych górach. Powstała, podobnie jak większość polan w Karpatach, w wyniku w wyniku wypalania lasów przez Wołochów, którzy przybyli tutaj w 15. wieku wraz ze swoimi stadami.
Przez kilkaset lat tętniła ona intensywnym życiem. W miarę wzrastania liczby ludności wzrastała też liczba wypasanego inwentarza, a największe nasilenie pasterstwo osiągnęło przed 2. wojną światową. Niestety po jego zarzuceniu polana zaczęła stopniowo samorzutnie się zalesiać i kto wie, czy będzie istnieć choćby za kilkanaście lat...
Oglądamy jeszcze małą kapliczkę oraz ołtarz polowy usytuowanych przy kępie skarłowaciałych buków. Ustawiono je tutaj w 2000 r. z okazji obchodów Roku Milenijnego. Ponieważ słońce skryło się za chmurami, odpoczynek trwa krócej niż przewidywaliśmy. Schodzimy na południe, w stronę zalesionego Małego Ćwilinka i głębokich jarów potoków Ćwilinek i Rosłaniec.
Prawdopodobnie z tym miejscem związana jest następująca legenda: „Pod Ćwilinem jest głęboka przepaść. Przed 80 laty rzucił się w nią młody chłopak, z rozpaczy spowodowanej zawodem w miłości. Po jego śmierci było słychać w tym miejscu stałe stękanie, jęki i zgrzytanie zębami. Pewnego razu, w lecie, poszła na jagody i grzyby do lasu dziewczyna, która chłopca zdradziła. Gdy przyszła nad głębinę, ujrzała w niej chłopca. Był ubrany w długą białą sukmanę, włosy miał zjeżone, a z ust buchał mu ogień. Na jego widok dziewczyna zaczęła uciekać, ale upiór dopędził ją i wciągnął w przepaść. Odtąd w głębinie ustały jęki i zgrzytanie zębami”.
Dzięki zdecydowanej akcji upiora możemy więc teraz przejść przez las bez poczucia strachu. Wkrótce błotnisty trakt sprowadza nas do wsi Wilczyce, skąd asfaltową drogą wracamy do Jurkowa. Na zakończenie wpadamy jeszcze do tutejszej karczmy o nazwie Baranówka na smakowity, zasłużony obiad.
Galeria zdjęć