
24 marca 2008 / 105. /24 marca 2008: DOLINA BIAŁEGO, DOLINA STRĄŻYSKA (TATRY ZACHODNIE)
W drugi dzień świąt Wielkanocy, zgodnie zresztą z wcześniejszymi prognozami pogody, wraca zimowa aura. W nocy zaczyna sypać gęsty śnieg, zaś temperatura spada poniżej zera.
Dłuższa wycieczka nie wchodzi więc w rachubę, ale spacer w reglowe dolinki tatrzańskie można z pewnością zrealizować.
Wyruszamy spod skoczni na Wielkiej Krokwi. Brniemy po kolana w śnieżnym puchu, a padające płatki są czasem tak gęste, że niewiele widać poprzez ich szczelną kurtynę.
Na dodatek podmuchy wiatru powodują, że wielkie kiście śniegu zaczynają osypywać się z gałęzi świerków, co powoduje tworzenie się szeregu lawinek pyłowych nieoczekiwanie spadających nam na głowy.
Trzeba być bardzo czujnym, aby nie dać się im zaskoczyć, bo taki nietradycyjny „śniegus-dyngus” nie należy do przyjemności
Wchodzimy uroczej, znanej ze swej malowniczości, Doliny Białego. Wciska się ona między stoki Krokwi i Sarniej Skały, a w górnych partiach podchodzi pod samą ścianę Giewontu. Idziemy wzdłuż zasypanego śniegiem potoku, który płynie po białych, wapiennych skałach, od których dolinka wzięła swoją nazwę.
Często napotykamy na głębokie skalne misy (tzw. kotły wirowe) oraz niewielkie wodospady, po których z szumem spada górski strumień. Ma on największy w całych Tatrach spadek wynoszący 187 m na kilometr. Cała dolina leży na terenie ścisłego rezerwatu przyrodniczego noszącego imię wybitnego leśnika, Stanisława Sokołowskiego - autora pierwszej opublikowanej koncepcji utworzenia Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Po lewej stronie napotykamy zakratowane wejście do sztolni (o długości 272 metry), która powstała w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia.Odkryto wówczas, że znajduje się tutaj ruda uranu, tak niezbędna do produkcji bomb atomowych. Cała operacja jej wydobycia prowadzona była w największej tajemnicy, więc nie zachowały się żadne dokumenty dotyczące tego przedsięwzięcia. Dolina została zamknięta i otoczona przez wojsko, a raz w tygodniu, w nocy, załadowywano urobek na wagony i wywożono do Związku Radzieckiego.
Dalsza droga doprowadza nas do skalistego przewężenia doliny u stóp skały zwanej Kazalnicą. Na początku 20. wieku wykuto tu w skale kilkunastometrowej długości drogę, która od tej pory umożliwia wygodne pokonanie tego odcinka. Przy ostatnim wodospadziku skręcamy w prawo i podchodzimy mozolnie, przewijając się przez zalesiony grzbiet, do skrzyżowania z czarnym szlakiem na Ścieżce nad Reglami.
Kierujemy się nią w prawo i przez upłaz Białe (na którym ponoć Bartuś Obrochta grywał zbójnikowi Matei) wychodzimy na Czerwoną Przełęcz (1301 m. n.p.m.), niegdyś nazywaną Wolarzysko, a rozdzielającą wzniesienia Sarniej Skały i Suchego Wierchu. Obecną nazwę zyskała ona dzięki warstwom zalegających ją czerwonych łupków. Z tego miejsca rozpoczyna się bardzo strome zejście lasem do doliny Strążyskiej.
Po drodze napotykamy dwie odważne turystki, których także nie zraziła od pójścia w góry zimowa aura. Ponieważ jednej z nich udaje się zreperować zepsutego kijka, to w nagrodę wykonawca naprawy dostaje kilka słodkich buziaków, na co wszyscy pozostali spoglądają z nieukrywaną zazdrością.
Po kilku minutach osiągamy polanę Strążyska, której nazwa, pojawiająca się już w dokumencie z roku 1669 („hale Gewont Strążyska nazwane”), wywodzi się od słowa „strąga” oznaczającego zagrodę dla owiec. Zatrzymujemy się na odpoczynek w niewielkim bufecie urządzonym w przebudowanym szałasie, których dawniej stało tu prawie 10. Po wypiciu kawy schodzimy znaną ze swego uroku doliną do jej wylotu, skąd wracamy mikrobusem pod skocznię na Wielkiej Krokwi.
Galeria zdjęć
Nasze wesołe fotki