
26 kwietnia 2008 / 110. /26 kwietnia 2008 – 13 maja 2008: CAMINO DE SANTIAGO (HISZPANIA)
Pragnę niezwykle serdecznie podziękować Ojcu Romanowi Wcisło, opiekunowi polskich pielgrzymów zmierzających do Santiago de Compostela, za pomoc w odzyskaniu aparatu fotograficznego zagubionego na lotnisku, na którym zarejestrowane były wszystkie zdjęcia z wędrówki. Gdyby nie Twoja pomoc, Ojcze, obrazy ze wszystkich dni spędzonych w drodze do grobu Świętego Jakuba, musiałyby pozostać wyłącznie w mojej pamięci.
Szczęść Boże w dalszej działalności i Bóg zapłać.
Jest bezspornym faktem, że Camino de Santiago to obecnie najbardziej popularny i uczęszczany szlak pielgrzymkowy w Europie. Wiedzie on do grobu apostoła Jakuba Większego, który znajduje się w Santiago de Compostela (nazwa miasta wywodzi się od hiszpańskiej wersji imienia świętego - Sant Jago i łacińskich słów campus stellae - pole gwiazd).
Według tradycji Jakub, zanim został biskupem, udał się w podróż, by głosić Ewangelię na terenach dzisiejszej Hiszpanii (był więc niejako pra-pielgrzymem). Po niespełna dziesięciu latach wrócił do Jerozolimy, a wkrótce na rozkaz Heroda Agrypy I został uwięziony i ścięty. Uczniowie apostoła, by uniknąć zbezczeszczenia jego zwłok, postanowili ukryć je w bezpiecznym miejscu. Prowadzeni przez anioła przez Morze Śródziemne dotarli najpierw statkiem do Gibraltaru, a potem w głąb lądu, gdzie pochowali ciało. O okrytym tajemnicą grobie zapomniano, zaś odszukano go dopiero po ośmiuset latach, na początku 9. wieku, dzięki pustelnikowi Pelagiuszowi, który ujrzał deszcz spadających gwiazd i usłyszał głos mówiący, że przywiodą go one na miejsce, gdzie spoczywają święte szczątki.
Tak też się stało. Od około 1100 roku zaczęły się liczne pielgrzymki do jego grobu, a Santiago de Compostela stało się trzecim - po Ziemi Świętej i Rzymie – największym sanktuarium chrześcijaństwa. O wielkości kultu św. Jakuba i znaczeniu pielgrzymowania do jego grobu świadczy choćby fakt, że słowo „peregrino” oznaczało początkowo wyłącznie pielgrzyma zmierzającego do Santiago. Wędrujący do Rzymu nazywani byli „romero”, a do Ziemi Świętej – „palmieri”. Dawny pątnik ubrany był w długi płaszcz z mocnego materiału, który chronił go przed zimnem i złymi słowami, na głowie nosił kapelusz z przypiętą do niego muszlą, który chronił go przed ostrym słońcem i złymi myślami, a w ręku trzymał mocny kostur z przywiązaną do niego tykwą na wodę, który był mu oparciem i chronił przed złymi czynami.
Muszla, która początkowo była dowodem dotarcia na brzeg oceanu, gdzie niegdyś kończono wędrówkę, z czasem stała się wyrazistym symbolem pielgrzymki do Santiago wraz z charakterystycznym krzyżem św. Jakuba o kształcie miecza, którego krótsze ramiona kończą się sztyletami uformowanymi w kwiaty lilii.
Od 11 w. peregrynowały do Santiago takie osobistości, jak Ludwik VII, król Francji, Edward I, król Anglii, Jean de Brienne, król Jerozolimy, szwedzka księżniczka Ingrid, Izabela, królowa Portugalii, św. Franciszek z Asyżu, malarz Jan Van Eyck, zaś z Polaków - książęta Jerzy i Stanisław Radziwiłłowie oraz ojciec króla Jana III, Jakub Sobieski. Do sanktuarium w Santiago de Compostela dwukrotnie dotarł także Jan Paweł II – w latach 1982 i 1989. W 1987 roku Rada Europy uznała Camino za pierwszą europejską trasę o znaczeniu kulturowym i zaapelowała o odtwarzanie szlaków oraz okolicznych pomników przyrody i odnowienie zabytków. W 1993 roku Camino zostało wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
Obecnie do grobu św. Jakuba można pielgrzymować pieszo, rowerem lub konno, by zaś otrzymać dyplom poświadczający odbycie pielgrzymki, należy pokonać przynajmniej ostatnie 250 km. Do Santiago wiedzie kilka szlaków, z których najbardziej popularny jest niewątpliwie szlak „francuski” rozpoczynający się zwyczajowo we Francji w St. Jean Pied-de-Port, miasteczku położonym u stóp Pirenejów.
Za cel postawiliśmy przebycie go na rowerach, uznaliśmy jednak, że ze względu na brak czasu podróż rozpoczniemy w hiszpańskim Burgos. Udało się nam kupić bilety lotnicze na trasie Berlin - Madryt oraz Santiago - Londyn - Kraków za niecałe 900 zł od osoby wraz z rowerem, więc trzy dni wcześniej spakowaliśmy się i wyruszyli w drogę.