2008

2007

2006

2005

30 kwietnia 2008 / 30 kwietnia

 W albergue ruch zaczyna się już przed świtem, około godziny 5 rano. Pielgrzymi starają się wyruszyć na trasę jak najwcześniej, aby już około godziny 13, przed sjestą, dotrzeć do kolejnego punktu noclegowego. Wówczas można być pewnym, że bez problemu zarezerwuje się miejsce do spania. Po śniadaniu wsiadamy na rowery i wyruszamy w drogę.
 
 
 
 
 
Jedziemy przedmieściami Burgos, przewijając się przez betonowy węzeł autostrady.
 
Pierwszą napotkaną miejscowością jest Villabilla, gdzie skręcamy na boczną drogę prowadzącą do Tardajos, ładnej, typowej kastylijskiej wsi z dwunastowiecznym kościołem pośrodku kamiennych zabudowań.
 
 
Tu opuszczamy asfaltową drogę, kierując się na skalisty płaskowyż porośnięty trawami i żółto kwitnącymi żarnowcami.
 
 
Żwirowa droga prowadzi najpierw stromo pod górę, a potem pokonuje liczne wzniesienia i obniżenia, wijąc się pośród bezkresnych pól.
 
 
 Po kilku kilometrach zjeżdżamy do Hornillos del Camino, typowej wsi znajdującej się na szlaku świętego Jakuba, gdzie główna ulica stanowi jednocześnie część camino.
 
Tu zatrzymujemy się na obiad. Jak wszędzie na szlaku, za 8 euro można wybrać dla siebie zestaw składający się z dwóch dań, deseru oraz chleba, wina i wody mineralnej podawanych zwyczajowo do każdego posiłku.
 
 
 
Po krótkim odpoczynku ruszamy w dalszą drogę.
Przejeżdżamy przez  Hontanas, które swoją nazwę zawdzięczało wielu istniejącym tu dawniej fontannom, a potem mijamy zabudowania dawnego dwunastowiecznego szpitala zakonu świętego Antoniego (Convento de San Anton). Takie szpitale znajdowały się niemal w każdej miejscowości, udzielając pomocy strudzonym i schorowanym pielgrzymom. Tu specjalizowano się w leczeniu fuego de San Anton, choroby panującej w średniowieczu, a podobnej do trądu.
 
Przed nami, w oddali, ukazuje się imponującej wielkości kopulaste wzgórze z ruinami czternastowiecznego zamku na szczycie i wybudowanym w dziewiątym wieku kościołem kolegiackim u stóp wzniesienia  (Santa Maria del Manzano).
 
 
To Castojeriz, miasto powstałe w zamierzchłych czasach, być może już rzymskich.
 
 
Tu znajdujemy nocleg na kempingu w wielkiej, na szczęście pustej hali, będącej zapewne dawniej salą sportową.
 
Po krótkim odpoczynku zwiedzamy jeszcze miasto, robimy zakupy i zmęczeni kładziemy się do łóżek. Przejechaliśmy 43 kilometry, ale różnice wzniesień były znaczne.

Galeria zdjęć