2008

2007

2006

2005

01 maja 2008 / 1 maja

 
W dalszą drogę wyruszamy wcześnie rano. Pogoda jest ładna, chociaż temperatura dalece odbiega od powszechnych wyobrażeń związanych z klimatem Półwyspu Iberyjskiego (jest pewnie niewiele ponad zero stopni).
 
 
 
Po przejechaniu przez dość rozległe Castojeriz mijamy ładną wioskę Castillo de Matajudois, a potem położone nieopodal na wzgórzu Itero del Castillo.
 
 
Tu rozpoczyna się długi, łagodny zjazd doprowadzający do stojącego na odludziu trzynastowiecznego, pięknego budynku Hospital de San Miguel.
 
 
Dawna kaplica przystosowana została obecnie do potrzeb pielgrzymów: można tu odpocząć, napić się kawy, coś zjeść, a w razie potrzeby nawet przenocować.
 
Za chwilę wjeżdżamy na jeden z najdłuższych i najwspanialszych mostów na całym camino, romańską jedenastowieczną budowlę przerzuconą kilkoma kamiennymi łukami nad rzeką Pisuerga.
Kolejnym „pueblem” jest Itero de la Vega, pierwsza miejscowość w prowincji Palencja, gdzie udaje nam się znaleźć sklep spożywczy, co jak się okazuje, w Hiszpanii wcale nie jest takie proste ze względu na duże odległości pomiędzy miejscowościami, w których można zrobić podstawowe zakupy. Ponadto otwarte są one z reguły jedynie rano i wieczorem w dni powszednie, a dziś Hiszpanie świętują.

W Boadilla del Camino zjadamy obiad, odpoczywamy przez chwilę i ruszamy dalej. Wkrótce wjeżdżamy do Frómisty. Najcenniejszym zabytkiem w tym niewielkim mieście jest jeden z najwspanialszych romańskich kościołów w Hiszpanii, San Martin. Zbudowany około 1060 roku i posiadający widoczne wpływy bizantyńskie, wyróżnia się doskonałą prostotą bryły i bogactwem dekoracji. Ponieważ do wieczora zostało jeszcze trochę czasu, a siły nam dopisują, decydujemy się pokonać kolejny etap pielgrzymki.

 
Dość ruchliwa droga prowadzi teraz przez Población de los Campos, Revenga de Campos, aż doprowadza do Villalcazar de Sirga z ogromnym trzynastowiecznym kościołem Santa Maria la Blanca będącym jednym z najcenniejszych gotyckich zabytków w Hiszpanii.
 
 
Mamy zamiar tu zanocować, ale okazuje się, że w tutejszym albergue nie ma miejsc dla rowerzystów.
Na szczęście do kolejnego punktu etapowego Carrión de los Condes nie jest już daleko, choć i tutaj też są problemy ze zdobyciem miejsc do spania. Wynika to po prostu ze zbyt późnej pory, bowiem większość pielgrzymów kończy wędrówkę już przed porą sjesty. Po dłuższych poszukiwaniach udaje nam się wreszcie znaleźć nocleg w hotelu urządzonym w jakimś wielkim, ponurym gmaszysku, zapewne dawnej szkole. Po krótkim odpoczynku idziemy jeszcze na krótki wieczorny spacer po mieście. Dzisiejsza trasa liczyła ponad 55 kilometrów.

Galeria zdjęć

Nasze wesołe fotki