
07 maja 2008 / 7 maja
Z Ponferrady wyruszamy wcześnie rano, jeszcze przed wschodem słońca. Po krótkim błądzeniu po labiryncie miejskich ulic udaje nam się wreszcie trafić na właściwą drogę.
Długo przemierzamy kilka kolejnych miejscowości stanowiących właściwie przedmieścia Ponferrady. Dopiero za Camponaraya teren staje się mniej zabudowany, pojawiają się liczne winnice, albowiem region znany jest szeroko z produkcji wybornych win, bardzo cenionych w Hiszpanii.
Jedziemy przez pofałdowane, zielone wzgórza ciągnące się ponad rzeką Vua. Mijamy Cacabelos (uznawane za geograficzny środek El Bierzo), Pieros i dojeżdżamy do Villafranca del Bierzo, jednego z najładniejszych miasteczek położonych na trasie francuskiej.
Pierwsze wzmianki o nim pochodzą już z 8. wieku, ale jego szybki rozwój nastąpił wraz z popularyzacją pielgrzymek do grobu św. Jakuba. Swoją nazwę zyskało dzięki licznemu osadnictwu Franków zdążających do tego świętego miejsca i w średniowieczu znane było pod nazwą Villa Francorum. Od 13 do 17. wieku, dzięki handlowi, rzemiosłu i rolnictwu, nastąpił szybki rozwój miasta, które wkrótce stało się centrum handlowym i kulturalnym regionu Bierzo.
W tym czasie wzniesiono też najbardziej okazałe budowle: kościoły pod wezwaniem świętego Jakuba (12-13 wiek), św. Franciszka (13. wiek), kolegiatę de Santa Maria (16. wiek) czy zamek Castillo Palacio de los Marqueses (15. wiek). W 1832 roku podróżnik Richard Ford tak opisuje miasto: „Villafranca del Bierzo przywodzi na myśl miasteczka szwajcarskie. Przypominają je górskie dróżki, mosty, klasztory, wsie, winnice i wystające balkony, a także bogate w pstrągi rzeki Burbia i Valcarce”.
Rzeczywiście, wciśnięte pomiędzy strome zbocza górskie ukwiecone miasteczko sprawia swoim wyglądem wrażenie, jakby znajdowało się gdzieś w Alpach. Zaraz po wjeździe do niego mijamy czworokątny zamek de los Marqueses, obecnie przerobiony na hotel.
Później podchodzimy parę kroków pod kościół św. Jakuba, w którym znajdują się słynne Puerta del Perdon - Drzwi Przebaczenia. Pielgrzym, który dotarł tutaj, a nie miał już siły, by iść dalej, mógł w tym miejscu dostąpić takich samych łask, jakby ukończył pielgrzymkę w Santiago, pod warunkiem wszakże, że przekroczy owe drzwi.
Stromymi uliczkami zjeżdżamy na miejski rynek.
Tu zatrzymujemy się na drugie śniadanie i kawę, a potem ruszamy dalej, mijając kolegiatę de Santa Maria.
Dalsza trasa prowadzi przez ładny kamienny most nad rzeką, po czym zagłębiamy się w górską dolinę Valcarce o stromych, miejscami zalesionych zboczach.
Prowadzi nią nowowybudowana szosa, z której w pewnym miejscu zjeżdżamy na starą drogę, by obejrzeć wioskę Pereje, w dużej części zachowującą średniowieczny wygląd.
Za Trabadello skręcamy w lewo, przejeżdżamy przez Ambasmestas, Vega de Valcare i Ruitelán, a w kolejnej wsi, Las Herrerías, postanawiamy zanocować. Jest ona położona na wysokości 675 m n.p.m. Niewielkie, kamienne domki gubią się pośród zieleni górskich zboczy, łąk i sadów, a pasące się stada krów dodają uroku sielskiemu pejzażowi.
Idziemy jeszcze na spóźniony obiad do tutejszej restauracji, a potem od razu kładziemy się spać, gdyż następnego dnia czeka nas kolejny solidny podjazd. Dzisiaj przejechaliśmy 64 km.
Galeria zdjęć