
08 maja 2008 / 8 maja
Również dzisiejszego dnia musimy wstać bardzo wcześnie. Poranek budzi się pochmurny, wydaje się nawet, że za chwilę zacznie lać. Chociaż ciemne chmury zasłaniają najwyższe szczyty, to jednak nie zaczyna padać, co nas ogromnie cieszy.
Droga prowadzi najpierw łagodnie, a potem coraz bardziej stromo pod górę. Po ostrym zakręcie w jarze wyżłobionym przez potok dojeżdżamy do uczepionej górskiego zbocza wioseczki La Faba.
Tu zatrzymujemy się na krótki odpoczynek, a potem mozolnie pniemy się dalej drogą przez kolejne miejscowości: Argenteiro, Aceibo i O Cileiro do Linares.
W tej ostatniej wiosce osiągamy górską grań. Trudy długiej wspinaczki wynagradzają wspaniałe widoki rozpościerające się na wszystkie strony.
Pasma porośniętych barwnymi kwiatami masywów Sierra de Courel i Sierra de Aucares ciągną się we wszystkich kierunkach, a w rozległych dolinach przycupnęły kamienne domki i kościółki z dachami krytymi płytami z łupka. Na halach można dostrzec tu i ówdzie pasące się stada krów. Wkraczamy tutaj do kolejnego regionu autonomicznego - Galicji, w którym mówi się językiem galicyjskim, różnym od kastylijskiego (czyli oficjalnego hiszpańskiego). Wygodna, o bardzo dobrej nawierzchni szosa przekracza dwie przełęcze - Alto do san Roque (1270 m n.p.m.) oraz Alto do Poio (1337 m n.p.m.).
Stąd rozpoczyna się wielokilometrowy zjazd do Tricastela, gdzie musimy przeczekać burzę i ulewę, która na szczęście zaskoczyła nas dopiero wtedy, gdy już dojechaliśmy do miasteczka. Korzystamy więc z wymuszonego postoju i zjadamy obiad w restauracji. Deszcz jednak pada nieustannie, chociaż już o wiele słabszy. Chcąc nie chcąc, siadamy na rowery i jedziemy dalej. W końcu Galicja, ze względu na bliskość oceanu, słynie z przecież z pochmurnej i deszczowej pogody, jest za to wiecznie zielona...
Dopiero gdy dojeżdżamy do Sarii, w której zamierzamy przenocować, deszcz przestaje padać. Dzisiejszy etap miał 61 km długości.
Galeria zdjęć