
09 maja 2008 / 9 maja
Rano znów pada deszcz. Usiłujemy odwlec moment opuszczenia auberge, ale za długo czekać się jednak nie da.
Wsiadamy na rowery i wyruszamy w drogę. Saria jest niewielkim miasteczkiem z romańskim kościołem św. Salwatora i ruinami czternastowiecznego zamku, szybko więc wydostajemy się na szosę prowadzącą do Santiago, do którego pozostało nam zaledwie 114 km.
Przejechanie dzisiejszej trasy nie wymaga tak dużego wysiłku jak w poprzednich dniach.
Nie ma już długich i ostrych podjazdów, pokonujemy tylko pagórki porośnięte wspaniałymi lasami, w których dominują dęby, eukaliptusy i sosny.
Krajobrazy galicyjskie są niezwykle malownicze, niewielkie wioseczki z kamiennymi domami skrywają się pośród bujnej, soczystej zieleni lasów, zagajników i łąk pełnych barwnych kwiatów.
Dojeżdżamy do Portomarin, miasta położonego nad jeziorem Belesar, które powstało po wybudowaniu zapory na rzece Miño w 1960 roku. Jest to w zasadzie całkowicie nowe miasto, bowiem dawne zostało zalane przez spiętrzoną wodę.
Najważniejszy zabytek, dwunastowieczny romański kościół pod wezwaniem świętego Mikołaja, został rozebrany i przeniesiony na inne miejsce.
Podobnie postąpiono z drugim romańskim kościołem San Pedro. Dalej mijamy kolejne wioski: Castromaior, Hospital de la Cruz (zapewne niegdyś istniał tu szpital dla pielgrzymów), Ligonde i Eirexe.
Na nocleg zatrzymujemy się w Palas de Rei. Nazwa tej miejscowości wywodzi się z łacińskiego pallatium regis, czyli „pałac króla”. To ostatnie, przed Santiago de Compostela, większe miasto na Camino de Frances.
Tutaj najciekawszym obiektem jest pochodzący z 12. wieku romański kościół San Tirso. Po zakwaterowaniu się w auberge idziemy jeszcze na krótki spacer po tym miateczku. Dzisiejszego dnia przebyliśmy dystans o długości prawie 54 km.
Galeria zdjęć